Nastolatki w literaturze i sztuce

Jak napisać?

Dalsze losy Zenka Wójcika - opowiadanie twórcze


 

            Pociąg szybko pokonywał przestrzeń i przybliżał do Zenka upragniony dom. Nagle ogarnęły chłopca wątpliwości.

-  A może wujek też mnie nie chce? - myślał - może tylko ze względu na ojca Uli?!...

Postanowił jednak odrzucić od siebie złe myśli i wyjrzał przez okno.

Było jeszcze widno. Mijali pola pełne złocistych snopów, ścierniska, jakieś poletka żółte i zielone, nad którymi górowały samotne drzewa. Od czasu do czasu pociąg niby wąż wślizgiwał się między ściany lasu i wypełzał znowu na łąki, żółtawe o tej porze roku i rdzawoczerwone. Gdzieś na widnokręgu pojawiły się kontury miasta, jakieś domy, fabryki.

      Zenek uświadomił sobie, że zbliża się do Tczewa i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Zdejmował po kolei bagaże. Z bijącym sercem podszedł do drzwi, przy których zgromadziła się grupka podróżnych. Pociąg zwolnił bieg i wjechał na peron. Chłopiec zaczął rozglądać się za wujkiem. Zauważył go wpatrzonego w okna pociągu. Zenek zaczął się przepychać, aby jak najprędzej znaleźć się na peronie.. Wydawało mu się, że idzie powoli a prawie biegł.

-   Jesteś, jak to dobrze - powiedział wujek przytulając chłopca. Zenek chciał tyle wujkowi opowiedzieć, ale ze wzruszenia wykrztusił tylko:

-    Nareszcie, wujku! Nareszcie! - i łzy zakręciły mu się w oczach.
-    Poczekaj, pomogę ci z bagażem - zatroszczył się przyszły opiekun. - Zaraz wszystko umieścimy w bagażniku samochodu.
-   Świetnie - ucieszył się Zenek.

Ruszyli. Antoni Janica mieszkał z dala od centrum miasta. Aby tam dotrzeć, trzeba było przejechać kawał drogi. Mijali więc malownicze kamieniczki, kościół gotycki o strzelistej linii i klasztor Dominikanów. Wreszcie dotarli na miejsce. Mieszkanie wujka mieściło się w czteropiętrowym bloku na osiedlu położonym niedaleko Wisły. Wspięli się na trzecie piętro po dość stromych schodach, wtaszczyli walizy i pakunki i znaleźli się wreszcie u celu.

Zenek rozglądał się z zainteresowaniem, kiedy wujek pokazał mu jego pokój.

-         Wreszcie własny kąt – pomyślał z rozrzewnieniem.

Umeblowanie stanowiło kilka sprzętów: biurko umieszczone pod oknem, jednoosobowy tapczan w kolorze pomarańczowym, niewielka szafa w kącie pokoju. Granatowe półki kontrastowały z żółtą ścianą, która nadawała pomieszczeniu słoneczny nastrój.

-         Super, wujku – zawołał Zenek, wnosząc swoje rzeczy.

-         Cieszę się, pokój przypadł ci do gustu – odrzekł pan Antoni. – Jak się rozpakujesz,

chciałbym z tobą porozmawiać o szkole.

-         Z przyjemnością – odrzekł Zenek zadowolony, że wreszcie ktoś się o niego troszczy. – Przed wakacjami skończyłem właśnie szkołę podstawową. Świadectwo mam, niestety nie najlepsze, bo w domu nie miałem warunków do nauki, ale od września ostro zabiorę się do pracy i na pewno nie przyniosę ci wstydu. – przyrzekał chłopiec.

Jestem zbudowany twoją postawą – ciągnął krewny. – Kilka ulic stąd znajduje się gimnazjum. Zaprowadzę cię tam jutro. Mam nadzieję, że szkoła ci się spodoba.

Nazajutrz Zenka obudziły promienie słońca wpadające wprost przez okno, co od razu wprowadziło go w bardzo dobry nastrój. Raźno wstał z łóżka i po porannej toalecie i obfitym śniadaniu był gotów do wyjścia. Pogodne niebo zachęcało do pieszej wędrówki. Postanowili więc zrobić sobie przyjemny spacer. Miasto podobało się chłopcu. Ulice lśniły czystością, skwerki zieleniły się z daleka, place zabaw, które mijali, były zadbane. Po dziesięciu minutach dotarli na miejsce.

Gimnazjum mieściło się w okazałym budynku z czerwonej cegły i spadzistym dachu. Prowadziły doń łagodnie opadające schody. Wiekowy gmach już z zewnątrz sprawiał wrażenie zadbanego. Z daleka bieliły się okna, których szyby ozdobiono różnymi elementami dekoracyjnymi – każde piętro odznaczało się innym motywem. Wyglądało to kolorowo i radośnie. Dach czerwieniał dopiero co pokryty nową dachówką a obejście szkoły prezentowało się schludnie. Chwilę zatrzymali się przed wejściem ozdobionym wysmukłymi krzakami, nad którym widniała czerwona tablica z białym napisem o treści „Gimnazjum nr 1 w Tczewie”. Minęli portiernię i sklepik uczniowski usytuowane tuż przy drzwiach a potem podążyli w stronę sekretariatu na pierwsze piętro.
- Dzień dobry – obaj przywitali się grzecznie, wchodząc do pomieszczenia z mnóstwem segregatorów. Dominowały wszędzie, nie tylko na regałach, ale i w stertach na biurku sekretarki.
- Czym mogę służyć? – zapytała uprzejmie pani zza biurka.
- Chciałbym zapisać bratanka do tutejszego gimnazjum. Oto potrzebne dokumenty: świadectwo ukończenia szkoły podstawowej, podanie i życiorys a także karta zdrowia i komplet zdjęć legitymacyjnych. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomnieliśmy – powiedział wujek, wręczając pani sekretarce papiery.
- Świetnie, myślę, że wszystko w porządku. Zapiszę Zenka do I d, mamy sporo zgłoszeń. To sala nr 35, znajduje się na trzecim piętrze. Oto lista potrzebnych podręczników. - wyjaśniła sekretarka, podając kartkę maszynopisu.
- Zapraszam cię 1 września.
Pożegnali się czym prędzej, bo mieli jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. Trzeba było kupić potrzebne podręczniki, zeszyty, przybory szkolne no i jakiś szkolny strój. Na szczęście, wszystko udało im się załatwić i choć zmęczeni wrócili zadowoleni z zakupów.


Wakacje miały się już ku końcowi i wkrótce Zenek miał rozpocząć nowy etap edukacji w zupełnie nowym, nieznanym środowisku. Trochę się tego obawiał. Zastanawiał się, czy zyska sobie sympatię kolegów, czy go zaakceptują? Czy poradzi sobie z nauką i jak przyjmą go nauczyciele? Te wszystkie niewiadome miały rozwiązać się już niedługo, bo pierwszy wrzesień zbliżał się wielkimi krokami.

Nadszedł wreszcie dzień rozpoczęcia roku szkolnego, który miał dać przynajmniej częściową odpowiedź na nurtujące Zenka pytania. Przed budynkiem falował tłum gimnazjalistów. Niektórzy widać było znali się bardzo dobrze, prowadzili ożywioną rozmowę, słychać było wybuchy śmiechu, można też było zaobserwować zwykłe szkolne wygłupy. Inni stali na uboczu, zachowując rezerwę. Nietrudno było się domyślić, że to nowi, przyszli pierwszoklasiści. Jeden z nich, wysoki, chudy dryblas o pogodnym wyrazie twarzy podszedł do Zenka:
- Wojtek – przedstawił się bez zbędnych wstępów. – Chodziłem do piętnastki. A ty?
- Podstawówkę skończyłem we Wrocławiu, a teraz mieszkam u wujka w Tczewie, więc tutaj zamierzam uczyć się w gimnazjum.
Chłopcy nie zdążyli dłużej porozmawiać, bo już jakiś miły damski głos zapraszał wszystkich do auli przez megafon. Tłum roześmianej , wypoczętej po wakacjach młodzieży ruszył do środka. Zenek z Wojtkiem usiedli obok siebie w wielkiej sali przed podium, na którym usadowiło się grono pedagogiczne. Na początku przywitała wszystkich dyrektor szkoły – magister Janina Wiśniewska, a po krótkim programie artystycznym w wykonaniu uczennic klasy trzeciej wychowawczynie klas pierwszych zabrały swych podopiecznych do sal lekcyjnych.
Zenek ucieszył się, ponieważ trafił do jednej klasy z Wojtkiem Nowakiem.

Ciąg dalszy wg własnej fantazji albo wg planu w poprzednich wpisach